W miniony weekend miałem przyjemność być na KONgresie, na którym brałem udział w panelu organizatorów bloków RPG na konwentach. I nie chcę w nikogo ciskać gromami, ale mam pytanie – od kiedy grający w gry fabularne stali się tacy wrażliwi? Bo po tej rozmowie mam wrażenie, że część naszego środowiska mówi “o nie, będę musiał grać na korytarzu, TRAGEDIA, nie będę nigdy więcej grał w RPG”.
W ciągu swojej ponad 25 letniej przygody z hobby grałem w naprawdę różnych warunkach – od ogniska w środku lasu, przez przejściówkę między klatkami, po zatłoczone knajpy. Erpegi zawsze dla mnie były rozrywką, którą można uprawiać prawie wszędzie. Owszem, niektóre miejsca są mniej wygodne niż inne, ale lata nauczyły mnie brać, co daje los i nie narzekać za bardzo. W końcu alternatywą jest “nie granie w RPG”, a tego bym po prostu nie chciał.
Gdy wybieramy miejsce, w którym gramy zwykle patrzymy na kilka czynników. Oczywiście, wybieramy miejsce do którego mamy dostęp i jak nikt z nas nie ma warunków we własnym domu, żeby w nim grać, oczywistym jest, że nie zagramy u nikogo w domu. Zaczynamy więc szukać miejscówki gdzie indziej – może jakiś bar? Może gdzieś można wynająć salę konferencyjną? Może lokalny MDK oferuje miejsce? No ale właśnie – wszystkie te miejsca mają swoje zalety i wady.
A co, jeśli nie ma alternatyw? Co gdy w twoim mieście nie działa lokal podobny do Gildia 26 czy organizacja podobna do Kulnij Se? Bierzesz wtedy to, co masz. I bardzo możliwe, że zostanie ci właśnie knajpa – w której nie dostaniesz osobnej salki, bo ty i znajomi chcecie zagrać w RPG. Oczywiście, na pewno część z was ma warunki, żeby zawsze wygodnie grać – i spoko, ale nie każdy zawsze będzie miał.

Co do tego mają konwenty? Otóż konwenty oferują miejsce do grania, zgodnie z tym, co dostarcza im teren konwentu. Przykładowo Toporiada oferuje granie w namiocie, który sam w sobie jest bardzo wytrzymały, ale nie gwarantuje 100% odporności na warunki atmosferyczne. Ściany takiego namiotu nie są też dźwiękoszczelne, więc mamy pełnej prywatności. Na Zjavie można dostać sale, albo miejsce na korytarzu – wszystko dlatego, ilu chętnych na sesję jest. Na Pyrkonie obecnie erpegi rezydują w Iglicy, ale miały też etap hali.
Mamy pełen przekrój tego, gdzie można zagrać sesję – ale wszystkie te miejsca łączy jedno – nawet samodzielna sala w szkole nie jest tym samym, co zacisze własnego domu w którym mamy pokój przeznaczony do grania. Ktoś, kto obraża się na konwenty, bo gra w warunkach takie, jakie konwent oferuje, jest dla mnie kompletnie niezrozumiały. Jeśli masz wygodne zacisze w domu, to po co w ogóle idziesz grać na imprezę?
A jeśli uważacie, że hala RPG to najgorsze miejsce do grania sesji, to na tym samym Pyrkonie można zagrać też sesje u wydawców na wielkim i cholernie głośnym targowisku. No i słuchajcie, ludziom się podoba i zostają w naszym hobby – bo gdyby to działanie nie było skuteczne, to wydawcy bardzo dawno by z niego zrezygnowali. Jakoś się jednak opłaca, nie?
Wiele mówi się o tym, że planszówki są o wiele bardziej dostępne, mają niższy próg wejścia w hobby, ale to my sami sobie ten próg zawyżamy. W erpegi można grać wszędzie i do gry potrzeba niewiele – wystarczą kostki, trochę blatu i trochę światła. Można grać w pociągu, na łące, w barze. Jeśli oczywiście ktoś lubi grać tylko w zaciszu domu, to jest to totalnie ok, ale z doświadczenia wiem, że to diametralnie zmniejsza opcje wciągania nowych w hobby. Jak ktoś na ognisku zapyta jak gra się w te erpegi to nie będę czekał, tylko coś po prostu poprowadzę.
W erpegi możemy grać wszędzie, bo nie każdy rodzaj sesji potrzebuje wielkich makiet, battle map i tony miejsca. Dzisiaj w dodatku mając łatwo dostępne urządzenia elektroniczne, możemy użyć aplikacji które symulują to, czego nam akurat brakuje – czy to kostek, czy karty postaci. Jest to o wiele wygodniejsze, niż siedzenie przy ognisku bez latarek i próba odczytania karty postaci z kawałka papieru ale te rzeczy też się robiło. Nie sprawiało to, że sesja była gorsza.

Kiedyś erpegi na konwencie dla wielu osób były jedyną możliwością grania. Dzisiaj dzięki pandemicznej rewolucji, każdy może grać w RPG online w swoim domu. Ale to nie jest tak, że dyskusja o tym, że granie na konwentach jest mniej komfortowe jest jakaś nowa. Ona wraca jak bumerang i za każdym razem mamy dokładnie te same argumenty.
Podczas wspomnianego panelu na KONgresie padło stwierdzenie, że rolą organizatora jest zapewnienie jak najlepszych warunków do gry dla prowadzących i co do zasady zgadzam się. Tyle, że danie osobnej sali nie jest jedynym sposobem takiego dbania o jak najlepsze warunki – niech przykładem będzie tu Pyrkon. W 2019 roku ruszył na nim program Dyżurnych Mistrzów Gry, który był odpowiedzią na pewien problem.
Otóż od lat na Pyrkon nie było zniżek dla prowadzących sesję, bo w końcu sesja to atrakcja dla maksymalnie 6 osób, a typowa prelekcja na Pyrkonie ma pojemność minimalnie 100 osób. Dysproporcja była jasna i osobiście rozumiałem, że takie są warunki. Stąd też pomysł, żeby Mistrzów Gry pociągnąć w stronę gżdaczy i dać im podobne warunki.
Więc za 12 godzin dyżuru Pyrkon oferuje koszulkę, wyżywienie i ewentualny nocleg gżdaczowy (chociaż za to ostatnie nie daje obecnie gwarancji, ale tak było), dostęp do zaplecza i czasami jakieś upominki. Czy warunki prowadzenia na Pyrkonie dzięki temu stają się lepsze? No tak, ale hałasu hali czy Iglicy nie naprawi się w ten sposób. Konwent działa z tym, co ma.
Po zburzeniu pawilonu 14 nie ma opcji na mała zamkniętą salkę na MTP. Nawet jak kiedyś były, to ich ilość była koszmarnie ograniczona i nie miała sensu. No i finalnie – hala nie jest najgorszym miejscem do prowadzenia sesji na Pyrkonie – przypominam, że wydawnictwa zatrudniają MG którzy gimnastykują się na hali wystawców.
Koniec końców, próg wejścia w RPG ustalamy my, fani RPG. I owszem, ja na przykład lubię grać ze swoimi online zabawkami, które ułatwiają mi rozgrywkę. Bardzo mocno bym się zastanowił, czy chce prowadzić przy nie onlajnowym stole na konwencie – ale dlatego, że zwykle tego po prostu nie potrzebuje, skoro mam swoją ekipę do grania. Nie zmienia to faktu, że sesje na konwentach są potrzebne środowisku tak samo, jak wydawcy i nowe gry. Bez nich środowisko będzie się zwijać, tak po prostu.
A ja bym wolał, żeby było nas więcej – bo jak mawia stare goblińskie przysłowie – im nas więcej, tym jedzenia więcej.